Gdy dziecko nie mówi

"Milczenie spowodowane brakiem mowy nigdy nie jest złotem. Wszyscy mamy potrzebę porozumiewania się i kontaktowania ze sobą nawzajem – nie tylko jednym sposobem, lecz na wszystkie możliwe sposoby. Jest to podstawowa ludzka potrzeba, podstawowe ludzkie prawo. Co więcej, jest to podstawowa ludzka siła.” (Williams,2000)


Jako mama dziecka niemówiącego miałam tysiące, wierz mi, obiekcji i pytań dotyczących problemu, jak mu pomóc? Syn chodził na zajęcia z logopedii (2 godz./tydz.!) miał m.in. manualne torowanie głosek. Jedynym miejscem, gdzie mówił, był pokój zabaw, gdzie pracowaliśmy z nim metodą Son-Rise. Tam rzeczywiście pojawiało się wiele słów, wszystkie adekwatnie do sytuacji. Jednak podczas dwóch lat pracy żadne z tych słów nie przeniosło się poza ów magiczny pokój!

Kiedy dowiedziałam się o Komunikacji Alternatywnej (PECS), miałam wiele wątpliwości. Bo przecież syn mówił w playroomie, tyle godzin logopedii, może w końcu zacznie mówić? I ta książeczka do komunikacji… Dla mnie to był kolejny stygmat, znak rozpoznawczy: MÓJ SYN JEST INNY! Przecież rozumiałam jego gesty, były dla mnie czytelne. No tak! Ale tylko dla mnie i dla najbliższej rodziny! W końcu najważniejsze pytanie: CZY PRZYPADKIEM METODY ALTERNATYWNE NIE ZASTOPUJĄ PROCESU ROZWOJU MOWY? Bo przecież Hubert może chcieć pójść na łatwiznę i wybrać obrazki jako jedyną formę komunikacji.

Po 4 latach, które stały się dla nas przygodą z PECSem, wiem, że to był bardzo dobry wybór. Dziś uważam, że to jest OBOWIĄZEK każdego rodzica dziecka niemówiącego, by zapewnił mu jakąkolwiek formę komunikacji! Mój syn jest szczęśliwy, gdy pokazuje nam na pasku komunikacyjnym, czego chce, co go boli, że jest mu za głośno, a my REAGUJEMY na jego potrzeby. Widzimy, jaki jest dumny, że jego komunikacja jest SPRAWCZA! Dzięki PECS Hubert bardzo rozwinął się poznawczo, umie komentować rzeczywistość wokół siebie, rozpoznaje kolory, dźwięki, przedmioty itd.

Zapewniam Cię, że wiele zachowań trudnych u naszych dzieci wynika właśnie z tego, że nie czują się zrozumiane, nie mają możliwości wypowiedzenia swoich bardzo konkretnych potrzeb.

Dziś stygmat, za jaki uważałam książkę do komunikacji, uznaję za błogosławieństwo dla całej naszej rodziny, a szczególnie dla syna, który czuje się ważny ze swoimi potrzebami i zauważony ze swoimi umiejętnościami!

Uważam, że niezapewnienie dziecku możliwości komunikacji jest wręcz formą ubezwłasnowolnienia go, uzależnienia od innych osób i ich możliwości rozpoznania jego potrzeb!

Okaż miłość swojemu dziecku – POZWÓL MU WYRAZIĆ SIEBIE!

Natalia Przybylska,